Nos prezydenta

Setnie bawią mnie oburzone głosy krytyków Bronisława Komorowskiego w związku z jego osobistym zaangażowaniem się w kwestię transmitowania finału mistrzostw świata w siatkówce. Mniej więcej tak samo jak śmieszyły mnie oburzone głosy krytyków Polsatu w związku z „zakodowaniem” mistrzostw.

Fakty są takie, że Polsat zapłacił ogromne pieniądze za prawa marketingowe do turnieju i miał prawo zrobić z nimi co chciał. I niezależnie od tego, czy nie znalazł sponsora przez nieudolność swoich pracowników, swoje zbyt wysokie oczekiwania czy spisek Tuska, śmieszne było i jest oburzenie Polaków. Zresztą, o Solorzu od dawna się mówi, że to biznesmen ślepo nastawiony na zysk. Co jest, swoją drogą, chyba całkiem słusznym podejściem przedsiębiorcy, pomijając oczywiście modne od jakiegoś czasu i wątpliwe ekonomicznie pojęcie CSR-u. Więc nie dziwię się Polsatowi, że przyjął taką właśnie strategię biznesową, chociaż doniesienia prasowe raczej nie wskazują na ich spektakularny sukces finansowy z tego wynikły.

Jak każdy, wolałbym dostać możliwość obejrzenia meczów Polaków za darmo, obojętne zresztą czy w Polsacie czy w TVP. Ale pretensje powinniśmy raczej kierować do rządu Jerzego Buzka, który w 1999 roku w projekcie zmiany Ustawy o Radiofonii i Telewizji za tzw. „ważne wydarzenia” uznał tylko mecze piłkarskie i Igrzyska Olimpijskie. Pretensje można też kierować do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która mając możliwość uzupełnienia tej listy o mecze siatkarskie rozporządzeniem, nie zrobiła tego. Tu trzeba zaznaczyć, że jest przygotowany projekt rozporządzenia, do którego zakończono już nawet konsultacje społeczne. Pretensje można też oczywiście skierować do niekompetentnych autorów umów marketingowych, np. umowy Łodzi z Polsatem, w której nie zastrzeżono, że mecze mają być pokazywane w programie ogólnokrajowym bez opłat.

Ale powtórzę raz jeszcze, ciężko mieć pretensje do Polsatu i do Zygmunta Solorza-Żaka osobiście, że mając cenny produkt nie chcieli go rozdawać za darmo, nie będąc do tego zobowiązani żadną ustawą, rozporządzeniem ani umową.

Nagle jednak postanowiono nas zaskoczyć. Po apelu Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, główny udziałowiec Polsatu udał się do Belwederu na spotkanie, na którym ustalono, że Polsat zgodzi się z „wolą ludu” i w razie awansu pokaże finałowe spotkanie z udziałem reprezentacji Polski. Na pierwszy rzut oka wszystko fajnie i należałoby się cieszyć. Ale w Polsce nic nie jest takie proste.

Oczywiście osobiste zaangażowanie Komorowskiego spotkało się z falą trudno wytłumaczalnej krytyki. Przeczytać można, że to załatwianie prywatnego interesu, ośmieszanie majestatu głowy państwa, mieszanie się władzy w prywatny biznes czy wreszcie ukartowany spektakl PO, która odebrała (spisek Tuska), żeby potem dać (Komorowski). Swoją drogą, ciekawe, czy Tusk z Komorowskim załatwili też losowania, wyniki, sędziów i fotomontaż w challenge’owych powtórkach. Zaprawdę, nigdy nie przestaną mnie bawić tak rozbudowane teorie spiskowe.

Ale meritum jest inne. Tak, Prezydent może i powinien interesować się takimi sprawami. Możliwość obejrzenia sukcesów sportowych naszej reprezentacji jest dobrem o charakterze społecznym, a jeśli nie liczyć ludzi systemowo nie lubiących sportu lub samej siatkówki, jest dobrem powszechnie pożądanym. A od walki o takie dobra mamy przedstawicieli narodu. I tychże przedstawicieli mamy też od załatwiania spraw, których na innym lub niższym szczeblu nie załatwiono. Szanuję i podziwiam Komorowskiego, że zajął się sprawą i doprowadził do decyzji, na której ogromna większość Polaków na pewno skorzysta. Cenię polityków za umiejętność reagowania na nastroje społeczne, a w tej sytuacji Prezydent błysnął tą umiejętnością.

Więc pomyślmy pozytywnie o Komorowskim i Solorzu i cieszmy się meczem w „otwartym” Polsacie i trzymajmy kciuki za Wlazłego, Winiarskiego, Drzyzgę, Kłosa, Zatorskiego, Mikę, Nowakowskiego, mojego ulubionego Kubiaka i całą resztę drużyny, która już na pewno zdobyła srebrne medale, a dziś powalczy o mistrzostwo świata.

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter0Google+0